niedziela, 13 grudnia 2015

O, śmierci! Nie ma już dla ciebie miejsca w naszym świecie...

W książce Andrzeja Szczeklika Katharsis. O uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki, którą wszystkim szczerze polecam, znalazłem wyjątkowo trafny osąd na temat, jak we współczesnej "kulturze masowej", a także w myśleniu i rozmowach pochłoniętych codziennością tzw. "zwykłych ludzi" funkcjonuje dziś temat śmierci. Cytuję ze stron 106 i 107 wydania z 2005 roku (Kraków, Wydawnictwo Znak):

„Dla śmierci nie ma dziś miejsca w świecie, który zachorował na wieczną młodość. Choć do znalezienia eliksiru młodości jeszcze nam daleko, to śmierć już wyparliśmy z naszych myśli, poza świadomość. Odmawiamy jej prawa bytu. O śmierci się nie mówi. Nie wspominamy jej imienia, jak dzieci, które lękają się czasem wymówić słowo, podejrzewając, iż przywołają w ten sposób niechcianą rzecz do istnienia. Puste jeszcze, niewypełnione świadectwa zgonu stemplujemy pieczęcią: "Unieważnione". I nawet cmentarze nasze pozbawiamy tożsamości; przypominają zwykłe pola, na których w rzędach umieszczamy groby.
Nie zawsze tak było. W średniowieczu i w wiekach późniejszych śmierć była obok człowieka, szła z nim przez życie. Wszystko ją przypominało: epidemie, publiczne egzekucje, kondukty pogrzebowe kroczące przez miasta i wsie kilka razy dziennie. Śmierć była stałym gościem sowizdrzalskich opowieści, jarmarcznych teatrzyków, klasztornych nauk o "dobrym umieraniu", uczonych dysput i rozpraw. Pamięć o tym, że wszyscy umrzemy, nie podlegała erozji. Człowiek, będąc podwójnie zadomowionym - w ziemi i w niebie - wiedział, że do najwyższego domostwa, gdzie Ktoś na nas czeka, droga wiedzie przez śmierć, "ostatnią wspinaczkę kominem skalnym". I nie ukrywano przed umierającym, że zbliża się zgon, on sam dobrze o tym wiedział, ogarniał nadchodzącą śmierć, tak jakby przez to doświadczenie już kiedyś przeszedł. Akt śmierci był samorealizacją człowieka."

Na potwierdzenie prawdziwości ostatniej tezy autora przytoczę słowa modlitwy przy konającym, które znajdujemy w książeczce z obrzędami sakramentu namaszczenia chorych, a których nie mam często odwagi wprost wypowiadać, zwłaszcza w obecności cierpiącej rodziny konającego: "Duszo chrześcijańska, zejdź z tego świata w imię Boga Ojca wszechmogącego, który cię stworzył; w imię Jezusa Chrystusa, Syna Boga żywego, który za ciebie cierpiał; w imię Ducha Świętego, który na ciebie zstąpił. Obyś dzisiaj spoczęła w pokoju i zamieszkała na świętym Syjonie z Najświętszą Boga Rodzicielką, Dziewicą Maryją, ze świętym Józefem i ze wszystkimi Aniołami i Świętymi Bożymi."

W następnym poście przedstawię stanowisko Andrzeja Szczeklika, lekarza, artysty i - w pełni zasługuje on na ten tytuł - filozofa, które zajmuje wobec cierpienia i eutanazji.

piątek, 9 stycznia 2015

Modlitwy w 3, 9, 30 i 40 dzień po śmierci - skąd taka praktyka?

Jest zwyczaj zamawiania Mszy św. lub specjalnych modlitw w ileś dni po śmierci. Skąd to się bierze? Czy te dni są szczególnie ważne?
Msza św. w 30 dzień po śmierci, to praktyka wynikająca z tradycji katolickiej. Trzeci, dziewiąty i czterdziesty dzień po śmierci wiąże się z prawosławnymi wierzeniami o losach duszy i jej drodze, jaką pokonuje z doczesności do wieczności.

W prawosławiu wierzy się, że dusza po opuszczeniu ciała przez dwa dni jest wolna i może odwiedzać miejsca, które były jej drogie za życia ziemskiego. Trzeciego dnia natomiast przechodzi przez legiony duchów złych, które zatrzymują ją i ujawniają przeróżne grzechy, do których przecież same ją nakłoniły. Stosownie do różnych doświadczeń, istnieje dwadzieścia takich zatrzymań, zwanych mytarstwami. Na każdym z nich rozliczany jest inny grzech; po pokonaniu jednej zapory dusza przechodzi do następnej. I wyłącznie po przejściu wszystkich, może kontynuować swoją drogę. Dzieje się to trzeciego dnia, dlatego wtedy należy się szczególnie za duszę modlić.

Po pokonaniu mytarstw i oddaniu pokłonu samemu Bogu, dusza przez 37 dni odwiedza niebiańskie krainy i piekielne czeluści, jeszcze nie wiedząc gdzie pozostanie i dopiero 40 dnia wyznacza się jej miejsce przebywania, aż do zmartwychwstania umarłych.
Ważny jest również dzień 9 po śmierci. Do tego dnia dusza poznaje raj, a w pozostałe dni - piekło. Dlatego też wskazane są szczególne modlitwy za duszę dziewiątego dnia. Tyle prawosławna tradycja.

W katolickiej nauce o rzeczach ostatecznych nie mamy tak dokładnie "rozpisanego grafiku", co i którego dnia po śmierci dzieje się z duszą. Obca jest nam idea sądzenia nas przez duchy czyste (Aniołów) i upadłe (demony). Wiemy tylko, że po śmierci dusza staje przed Bożym Sądem szczegółowym, na którym widzi całe swoje życie, dobro i zło, które uczyniła, i zapada decyzja: niebo, piekło lub czyściec, dokąd dusza natychmiast się udaje. Tradycja odprawiania Mszy św. w 30 dzień po śmierci wydaje się mieć korzenie biblijne, bo przez 30 dni właśnie trwała żałoba Izraelitów po Mojżeszu. Być może jest to też jakieś nawiązanie do zwyczaju odprawiania Mszy gregoriańskich. Jest ich przecież 30 - po odprawieniu ostatniej dusza powinna przejść do nieba. Jeśli zaś nie odprawia się 30 Mszy św. gregoriańskich, to przynajmniej 30-dniowe modlitwy za zmarłego kończy się ofiarowaniem Mszy św. Stąd zapewne zwyczaj Mszy św. w 30 dzień po śmierci.

Dlaczego warto się modlić za zmarłych? Jaki jest sens takich modlitw?
To temat szeroki. Po pierwsze, zachęca nas do tego słowo Boże zawarte w Piśmie Świętym. Po drugie - Tradycja Kościoła i świadectwa osób świętych, którym objawiały się dusze czyśćcowe prosząc o modlitwę. One same pomóc już sobie nie mogą. Czas zdobywania zasług dla nieba, zdobywania świętości, skończył się wraz ze śmiercią. Pozostaje odpokutować za zło popełnione za życia i pokuta ta dokonuje się właśnie w czyśćcu. Jest to rodzaj długu, który trzeba spłacić. I tak jak w naszej rzeczywistości ktoś może spłacić czyjś dług, (wziąć choćby częściowo spłatę na siebie), tak samo my możemy pomóc spłacać długi zmarłych pokutujących w czyśćcu. Wyrównujemy za zło ich grzechów dobrem, które czynimy w ich intencji. Może to być dobry uczynek, modlitwa, post, a najbardziej - Ofiara Mszy św. Wyrównujemy w ten sposób "bilans" dobra i zła na świecie, naprawiamy naszym dobrem to, co zostało zepsute przez zło grzechów. Tak mniej więcej to działa...

poniedziałek, 3 listopada 2014

Krótki reportaż o naszym Bractwie w TVP Szczecin

Zachęcam do obejrzenia kilkuminutowego reportażu o działającym przy sanktuarium Najśw. Serca Pana Jezusa Bractwie św. Michała Archanioła w katolickim programie Arka (TVP Szczecin). Reportaż zrealizowała p. Anna Świtalska, której niniejszym serdecznie dziękujemy.

czwartek, 12 czerwca 2014

Czy warto żyć w stanie łaski uświęcającej?

Co za pytanie! Oczywiście, że warto! - odpowiedzą ludzie wierzący. Ale właściwie dlaczego warto? Jaka z tego korzyść? - powinien zapytać siebie samego współczesny katolik, tak często zabiegany o sprawy tego świata, że na dbałość o stan ducha "nie starcza czasu"...
Coraz częściej spotykam ludzi (a w pewnych środowiskach jest to właściwie normą), którzy w stanie grzechu ciężkiego przeżywają większość swego życia, a w stanie łaski bywają krótko tylko po spowiedzi, z której też korzystają sporadycznie, "z okazji" - I Komunii dziecka, chrzcin, ślubu, pogrzebu, świąt...
Dla takich osób jest poniższa katecheza, którą właściwie trzeba by wydrukować w formie broszury do przeczytania przed, albo i po takiej "okazjonalnej" spowiedzi:

 PRZECZYTAJ I ZASTANÓW SIĘ – JAKI JEST STAN TWOJEJ DUSZY, CZYLI TWOJEGO ŻYCIA?

Bóg wyświadcza człowiekowi wielką łaskę przebaczając grzechy: czy są one wielkie i ciężkie, czy lekkie i powszednie – każdy grzech jest nieskończoną obrazą Boga i każdy niesie skutki na wieczność. Wygląda jednak na to, że człowiek też potrafi „zrobić łaskę” Panu Bogu, że się zechce z Nim pojednać. Zastanów się i spróbuj postawić sobie diagnozę: dlaczego tak długo żyłeś/-aś bez pojednania z Bogiem? Dlaczego tak rzadko się spowiadasz?
Najczęstsze przyczyny:
1. Zwątpienie w Boga, czasem w Jego dobroć, zwłaszcza, gdy stało się jakieś nieszczęście lub gdy umarł ktoś bliski. Obrażenie się na Boga, bunt.
2. Ciężko przeżyta spowiedź w przeszłości. Kapłan powiedział coś, co dotknęło Cię „do żywego”, wywołało Twoje oburzenie.
3. Brak nawyku spowiadania się. Mogą to być zaniedbania już od dzieciństwa, spowiedź sporadyczna, raz na rok lub rzadziej.
4. Nieotrzymanie rozgrzeszenia. Być może byłeś/-aś kiedyś u spowiedzi, w której kapłan rozpoznał brak żalu i postanowienia poprawy – warunków koniecznych, aby można było udzielić ważnego rozgrzeszenia. To jednorazowe doświadczenie utwierdziło Cię w błędnym mniemaniu, że nigdy już nie otrzymasz rozgrzeszenia.
5. Świadomość, że nie otrzymasz rozgrzeszenia, ponieważ wybrałeś/-aś życie w grzechu, w którym jest Ci dobrze i nie zamierzasz tego zmienić. Bóg ma wtedy „związane ręce” Twoją decyzją trwania w grzechu i nie może Cię rozgrzeszyć, nawet, gdyby ksiądz nie poznawszy się na Twoim braku żalu wypowiedział nad Tobą sakramentalną formułę.
6. Zwykłe lenistwo i zaniedbanie świadczące jednak o tym, że sprawy duchowe traktujesz jako drugorzędne, a może nawet nieistotne, ewentualnie jako dodatek nadający życiu pewnego kolorytu, nic więcej.
7. Zniechęcenie do spowiedzi wywołane powtarzaniem ciągle tych samych grzechów. Może się wtedy pojawić przekonanie (oczywiście błędne), że spowiedź nic nie daje, więc nie ma sensu się (często) spowiadać.
8. Przebywasz stale zagranicą i nie wyobrażasz sobie spowiedzi w „obcym” kościele lub nie po polsku. W takiej sytuacji spróbuj znaleźć najbliższy miejsca Twojego zamieszkania kościół z polskim duszpasterzem (np. tutaj: www.ide.chrystusowcy.pl)

CO CIĘ ZMOTYWOWAŁO DO SPOWIEDZI PO LATACH?
Czasem jest to jakieś trudne doświadczenie, choroba, dramatyczne wydarzenie, śmierć kogoś bliskiego. Czasem człowiek zwyczajnie ma dość życia w grzechu, chce rozpocząć wszystko na nowo i porządkowanie życia zaczyna od uporządkowania relacji z Bogiem. Czasem jest tak, że człowiek zbierał się już od dawna do spowiedzi, ale dopiero karteczka z wymaganym podpisem dla chrzestnego lub świadka ślubu okazała się czynnikiem mobilizującym skutecznie. Jak by nie było, spowiedź po latach czy miesiącach się dokonała i co dalej?

Przez jakiś czas będziesz w stanie łaski uświęcającej. Czyli będąc w jedności z Bogiem, napełniony Duchem Świętym, możesz przyjmować Ciało i Krew Chrystusa w Komunii św. Jednak za jakiś czas utracisz najprawdopodobniej stan łaski i co wtedy? Istnieje możliwość, że nie przystępując do spowiedzi będziesz żyć w stanie grzechu kolejne miesiące, a może i lata. Bo tak przecież było do tej pory i do tego stanu-stylu życia jesteś przyzwyczajony/-a. Czy wobec tego Twoja spowiedź ma sens? Czy w jakiś istotny sposób będzie miała wpływ na Twoje życie. Czy poza chwilowym uczuciem ulgi, lekkości na sercu, skorzystasz coś więcej? To zależy od Ciebie. Spróbuj uświadomić sobie, jak działa spowiedź i co otrzymujesz korzystając z tego sakramentu.

Dobrze odprawiona spowiedź ma podwójny skutek:
1. Otrzymujesz odpuszczenie wszystkich grzechów: ciężkich i lekkich, popełnionych w pełni świadomie i nie do końca świadomie, wyznanych w czasie spowiedzi i tych, które nie zostały wyznane przez zapomnienie (a nie świadome zatajenie!). Gdy serdecznie żałujesz i masz mocne pragnienie niepowtarzania grzechów, Bóg uwalnia Cię także od ich skutków niszczących Twoje życie, zdrowie i relacje z bliźnimi (następuje uzdrowienie). Są jednak grzechy, które domagają się zadośćuczynienia, czyli Ty sam/a musisz naprawić popełnione zło.
2. Otrzymujesz nową łaskę uświęcającą. Co to takiego? To specjalna Boża moc, siła, która uzdalnia do życia w jedności (komunii) z Bogiem. To obecność Ducha Świętego, a więc samego Boga, w Twoim sercu, Twojej duszy. Po raz pierwszy otrzymuje się ją w momencie chrztu. Trwa ona w człowieku, dopóki nie popełni grzechu ciężkiego (świadome i dobrowolne złamanie Bożego przykazania). Jednak także grzechy lekkie niszczą ją, choć nie od razu, stopniowo osłabiając jej działanie i wpływ na życie.

Skutki działania łaski uświęcającej:
- daje siły do walki z pokusami i grzechem;
- pomaga czynić dobro;
- wzmacnia cnoty, np. cierpliwość i wyrozumiałość wobec tzw. trudnych ludzi, z którymi musimy żyć;
- uzdalnia do modlitwy i do przyjmowania sakramentów, przede wszystkim umożliwia przyjmowanie Chrystusa w Komunii św.;
- zapewni zbawienie, jeśli człowiek będzie ją miał w chwili śmierci.

Ze względu na ostatni wymieniony skutek, trzeba strzec stanu łaski jak oka w głowie, dbać o nią, starać się nie tracić jej, a w wypadku utraty (przez grzech ciężki) – jak najszybciej odzyskać przez sakramentalną spowiedź. W każdym Zdrowaś Mario prosimy o nią na godzinę śmierci przez wstawiennictwo Maryi, obiecuje ją Jezus dla odprawiających 9 pierwszych piątków miesiąca, liczne bractwa dobrej śmierci proszą o nią dla zatwardziałych grzeszników. Jeśli nie można sprowadzić kapłana z sakramentami, należy prosić Boga o żal doskonały za grzechy, który przywróci w chwili śmierci stan łaski Bożej. Nasza wieczność zależy więc od stanu naszej duszy, ale warto pamiętać, że zależy od niej także jakość naszego życia tu na ziemi.
 
Żyjąc zaś w stanie grzechu narażamy się na utratę zbawienia (jeśli w takim stanie zaskoczy nas śmierć), ale też będąc w tym stanie łatwiej ulegamy pokusom, popełniamy więcej grzechów, i to coraz poważniejszych, trudniej walczyć ze słabościami ciała i charakteru, trudniej być dobrym i życzliwym dla ludzi, zwłaszcza tych „niełatwych”, szybciej wchodzimy w konflikty, ulegamy stresom, nieczyste sumienie potrafi być jak ciężar dźwigany bez sensu i męczący bardziej niż praca fizyczna. Im dłużej trwasz w stanie grzechu, tym ciężej zmobilizować się do spowiedzi.

A teraz zastanów się i pomyśl: ile czasu w roku jesteś w stanie łaski (przyjmujesz Komunię św.), a ile w stanie grzechu? Jeśli, przykładowo, spowiadasz się dwa razy w roku (na święta) i przyjmujesz Komunię dwa-trzy tygodnie po spowiedzi, a potem już nie, i czekasz ze spowiedzią do następnych świąt, to ok. 10% czasu w roku jesteś w stanie łaski, jedności z Bogiem, a 90% w stanie grzechu. Czy Bóg ma wcelować z zabraniem Cię z tej ziemi (przez śmierć) w ten krótki czas? Czy Bóg może kształtować życie człowieka, mając do dyspozycji tylko te 10%? Czy nie powinno być odwrotnie? Gdy zdarzy mi się grzech, nie powinienem pozwolić, by mijały mi w nim kolejne tygodnie i miesiące, ale jak najszybciej powinienem pojednać się z Bogiem, abym na każdej niedzielnej Mszy św. mógł zjednoczyć się z Jezusem przyjmując Jego Ciało i Krew w Komunii św. To jest norma życia chrześcijanina, a nie kościelne przykazanie, które określa tylko minimum (przynajmniej raz w roku), aby nie odpaść w ogóle od wspólnoty Kościoła!

Proszę więc – zmień swoje myślenie na temat spowiedzi i przyjmowania Komunii św. To nie jest coś „na święta”. To nie jest coś „z okazji”, ani „w nagrodę”. To powinno być pragnienie Twojego serca, jeśli naprawdę kochasz Jezusa. On kocha Cię i pragnie zjednoczyć się z Tobą dając Ci swoje Ciało i Krew, nawet, jeśli Ty tego nie czujesz. On tęskni do chwili, gdy znów się z Nim pojednasz. Spowiadaj się regularnie, co kilka tygodni. A jeśli popełnisz grzech ciężki, nie czekaj na „termin”, idź od razu. Sprawisz tym radość Sercu Jezusa i wprowadzisz światło, miłość i prawdziwe dobro w swoje życie.
 

niedziela, 30 czerwca 2013

Przygotowanie duchowe do pogrzebu



Po śmierci kogoś bliskiego nasze serca wypełnia przede wszystkim smutek i ból rozstania, świadomość, że nic już nie będzie tak jak dawniej, ponieważ nie będziemy już tu na ziemi dzielili chwil radości i łez z osobą, która właśnie odeszła. Czasami towarzyszy nam też złość na Pana Boga, że zabrał osobę, która jeszcze przecież mogła żyć, a była dobra i kochana. Niektórzy doświadczają szoku, trwają w stuporze - dziwnym duchowymi i uczuciowym odrętwieniu. Prawie zawsze trudno się z tym pogodzić…
I człowiek w tym stanie ducha musi zmierzyć się z mnóstwem spraw, które trzeba załatwić w związku z organizacją pogrzebu: zawiadomienie rodziny i znajomych, formalności urzędowe, formalności w zakładzie pogrzebowym, zgłoszenie pogrzebu na parafii, organizacja ewentualnego noclegu dla przyjezdnych, posiłku po ceremonii, zasiłku ZUS etc. Niektórzy mówią, że dzięki temu łatwiej znieść ten cios, bo człowiek zajęty wyżej wymienionymi sprawami „nie myśli”, mniej dramatycznie przeżywa. Trzeba być ostrożnym, by nie potraktować w ten sam sposób ceremonii pogrzebowej. Rolą obrzędów religijnych nie jest być emocjonalnym znieczulaczem. Natomiast można pięknie i godnie pożegnać zmarłego, którego nieśmiertelna dusza w momencie śmierci ostatecznie oddzieliła się od przemijalnego ciała, i duszę tę w akcie głębokiej wiary niejako przynieść, oddać i ofiarować samemu Panu Bogu. Powinny to uczynić przede wszystkim osoby najbliższe, których łączyły ze zmarłym najsilniejsze duchowe więzi. Jak to uczynić?
Przede wszystkim modlić się. Modlitwa powinna towarzyszyć odchodzącym z tej ziemi, gdy konają, ale nie powinna ustać po ich śmierci. Ważne jest, aby – jeśli nie uczyniliśmy tego wcześniej – wypowiedzieć w modlitwie słowa przebaczenia wobec zmarłego, jeśli czuło się do niego jakiś żal. Można także poprosić o wybaczenie, jeżeli to my byliśmy winni. Nie bójmy się wypowiedzieć ich na głos – zmarły, a właściwie jego dusza, na pewno nas usłyszy!
Warto zaproponować wspólną, rodzinną modlitwę przy zapalonej świecy, najlepiej gromnicy. Może to być Różaniec, litania do Serca Pana Jezusa, do Matki Bożej, do św. Józefa – patrona dobrej śmierci, do Wszystkich Świętych. Można odczytać fragmenty Pisma Świętego mówiące o powołaniu człowieka do wiecznego życia z Bogiem w niebie, o miłosierdziu Bożym, o Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa. W wielu regionach naszego kraju organizuje się czuwanie modlitewne przy zmarłym zaraz po jego śmierci lub w jego domu w wieczór poprzedzający dzień pogrzebu. Przychodzą na nie oprócz rodziny także znajomi, przyjaciele i sąsiedzi.
Najistotniejszym elementem duchowego przygotowania do pogrzebu niech będzie dobrze przeżyta spowiedź święta, na której wyznajemy grzechy popełnione nie tylko wobec Pana Boga, ale i wobec bliźnich, a w tej sytuacji powinniśmy rozliczyć się szczególnie z grzechów popełnionych wobec zmarłego.
Prosząc Boga o przebaczenie, prosimy także tego, którego dusza już jest w Jego rękach. I także nie miejmy wątpliwości, że otrzymujemy od niego przebaczenie, skoro w spowiedzi otrzymujemy je od Przedwiecznego. Pojednani z Bogiem złóżmy Mu ofiarę Ciała i Krwi Chrystusa w intencji zmarłego, przyjmując Je w Komunii św. podczas Mszy św. pogrzebowej. Jest to największy dar, jakim możemy obdarzyć naszych zmarłych i najskuteczniejszy środek wyproszenia dla nich zbawienia i skrócenia mąk czyśćcowych. Podczas obrzędów na cmentarzu i przy grobie starajmy się nie rozpraszać atmosfery modlitwy i wsłuchując się w teksty rytu pogrzebu nie zwracajmy uwagi na drugorzędne szczegóły.
Nawiedzając grób pamiętajmy, że bez naszej osobistej modlitwy, która jest skuteczną pomocą dla zmarłych pokutujących w czyśćcu, składane kwiaty i zapalane znicze są tylko pustym gestem, nic nie znaczącą ozdobą. Dbajmy o to, żeby towarzyszyły im duchowe akty miłości – modlitwa, uczynki miłosierdzia, ofiara Mszy św. i Komunia św. w ich intencji.

Katolicki pogrzeb - jak go zorganizować?

Pogrzeb wierzącego chrześcijanina jest nie tylko obrzędem religijnym, w którym oddajemy cześć zmarłemu, żegnamy się z nim i odprowadzamy jego ciało do grobu – miejsca pamięci, które będziemy odwiedzać w ciągu najbliższych tygodni, miesięcy, lat…  Pogrzeb chrześcijanina jest przede wszystkim wielką modlitwą wdzięczności Bogu za dar osoby, którą kochaliśmy i szanowaliśmy, i od której doświadczaliśmy wielorakiego dobra. Jest także wyznaniem naszej wiary w nieśmiertelność ludzkiej duszy, która po śmierci człowieka staje przed Bogiem na sądzie i dlatego my, pozostający na ziemi, chcemy towarzyszyć naszym bliskim, którzy przechodzą z tej ziemi do wieczności. Towarzyszyć przez modlitwę o miłosierdzie Boże dla nich, przez Ofiarę Mszy św. o zbawienie ich dusz oraz skrócenie i uczynienie lżejszą pokuty czyśćcowej.
Przygotowanie obrzędów pogrzebu dokonuje się na plebanii, w biurze parafialnym, zaraz po dokonaniu pierwszych formalności w zakładzie pogrzebowym, w którym ustala się dzień i godzinę pochówku. Można przyjść dosłownie o każdej porze dnia, także poza oficjalnymi godzinami pracy biura parafialnego. Koniecznie należy mieć ze sobą odpis aktu zgonu z Urzędu Stanu Cywilnego.
Ostrzegamy przed nieuczciwymi praktykami niektórych zakładów pogrzebowych, które wykorzystując sytuację duchowego bólu rodziny proponują „swojego” księdza jako celebransa pogrzebu i załatwienie „kościelnych formalności” bez potrzeby udania się do parafii. Nie ma w Kościele rzymskokatolickim takiej praktyki „dyżurnego” księdza współpracującego z jakimkolwiek zakładem pogrzebowym. Wszystkie sprawy dotyczące ceremonii religijnej omawia się z księdzem w parafii, do której należał zmarły.
Pogrzeb składa się z trzech części: Mszy św. (najlepiej sprawowanej w obecności ciała zmarłego), obrzędów ostatniego pożegnania oraz złożenia w grobie trumny z ciałem lub oddania jej do spopielenia i pochówku prochów.
Należy podkreślić, że Msza św. nie jest dodatkiem do pogrzebu, ale jest pierwszą i najważniejszą jego częścią. To tutaj składamy Bogu Ofiarę Ciała i Krwi Chrystusa, aby Jej mocą zmarły został usprawiedliwiony i oczyszczony z wszelkich win i słabości, aby bez przeszkód mógł osiągnąć niebo. Wielkie znaczenie ma tu obecność bliskich, których moralnym obowiązkiem jest nie tylko uczestnictwo w niej i modlitwa, ale także przyjęcie Komunii św. w intencji zmarłego, poprzedzone pojednaniem się z Bogiem w sakramencie pokuty. Z natury rzeczy msza taka powinna być celebrowana w dniu pogrzebu przed obrzędami na cmentarzu.
Piękną i wartą podtrzymania tradycją jest celebrowanie Mszy św. pogrzebowej w obecności trumny z ciałem zmarłego (większość zakładów pogrzebowych nie stwarza w związku z tym żadnych problemów). Wtedy obrzędy ostatniego pożegnania celebruje się w kościele na zakończenie Mszy św., poczym wszyscy udają się bezpośrednio na cmentarz, na miejsce pochówku, z pominięciem kaplicy cmentarnej. W przypadku Mszy św. pogrzebowej sprawowanej bez obecności ciała zmarłego obrzędy ostatniego pożegnania celebrowane są w kaplicy cmentarnej o godzinie wyznaczonej przez zakład pogrzebowy.
Jeżeli ciało osoby zmarłej ma być spopielone, bardzo prosimy, aby zadbać (zgłosić w zakładzie pogrzebowym), że obrzędy ostatniego pożegnania w obecności rodziny i księdza mają się odbyć jeszcze przed spopieleniem w kaplicy cmentarnej, a nie w tzw. Sali rozpoznań. To są właściwe, uroczyste obrzędy pożegnania zmarłego w jego ciele, chwila rozstania z nim, zanim oddamy je nie ziemi, ale płomieniom. W takim wypadku krótki obrzęd pochówku prochów odbywa się po kilku godzinach lub następnego dnia. Może w nim wówczas uczestniczyć tylko najbliższa rodzina, i może rozpocząć się w kaplicy cmentarnej, albo od razu przy grobie.

sobota, 25 maja 2013

Nawiedzenie sanktuarium NSPJ w Szczecinie przez peregrynującą figurę św. Michała Arch. z groty objawień na Gargano

W piątek 24 maja br. Szczecin nawiedziła peregrynująca po świecie kopia figury św. Michała Archanioła z groty objawień na Gargano (Włochy, najstarsze sanktuarium ku czci Księcia Wojsk Anielskich). Miejscem, gdzie się zatrzymała ściągając tłumy wiernych, było sanktuarium Najśw. Serca Pana Jezusa, w którym posługę sprawują księża i bracia chrystusowcy. Figura przybyła na zaproszenie Bractwa św. Michała Archanioła, założonego, aby promować ideę modlitwy o dobrą i szczęśliwą śmierć oraz przypominać wierzącym potrzebę przygotowania siebie i swoich bliskich do odejścia z tego świata przez pojednanie się z Bogiem i przyjęcie sakramentów świętych. Zainteresowanie i liczba wiernych biorących udział w Mszach św. i nabożeństwach o uzdrowienie duchowe i wyzwolenie od zła przerosła oczekiwania organizatorów, a nawet księży michalitów - kustoszów peregrynującej figury. Ponad osiem tys. wiernych w ciągu dwóch dni nawiedziło nasze sanktuarium, aby usłyszeć historię objawień z V wieku, pogłębić wiedzę o walce duchowej, w której wspomaga nas anielski Patron, i aby powierzać swoje sprawy Bogu przez przyczynę Księcia Archaniołów. Ok. 1200 przyjęło szkaplerz św. Michała Arch. zobowiązując się do codziennej modlitwy tzw. egzorcyzmem prostym ułożonym przez papieża Leona XIII. Nieoczekiwanie wizyta, która miała się zakończyć w niedzielę 26 maja wieczorem, przedłużyła się do południowej Mszy św. we wtorek. Bogu niech będą dzięki za ten czas nawiedzenia i łaski. Umocnieni duchowo jeszcze gorliwiej będziemy wypraszać miłosierdzie Boże dla tych, którym grozi odejście z tego świata w grzechu, bez pojednania z Bogiem i bliźnimi. Zapraszamy na nasze Msze św. wszystkich, którzy przyjęli szkaplerz św. Michała Archanioła, bądźmy razem 24 czerwca o 18:30 w sanktuarium NSPJ w Szczecinie.